Dawno mnie tu nie było….
Ale chce powiedzieć, że jestem ostatni raz….
W moim życiu rozpoczął się nowy etap…
Otworzył się kolejny rozdział…
Jaki jest???
Na razie jako żona czuje się fantastycznie…
Tylko nie potrafię się odnaleźć w nowym domku…
Może gdybyśmy mieszkali sami… a nie z teściami…
Nie mówię ze jest źle…
Ale nadal czuje się jak gość…
Ze wszystkiego mnie wyręczają…
A ja bym chciała w końcu mieszkać a nie tylko siedzieć na kanapie…
Ale i na to przyjdzie czas…
Bo zamierzam być dobrą żoną…. Hehe…

Ślub…

Pamiętam, że zanim się zaczął mieliśmy sesje zdjęciową w plenerze…
40 km od Poznania… Ta sesja wiele mi dała… wydaje mi się że nie byłam zdenerwowana, ale jakoś ten cały dzień szybciej przeminął… nie było liczenia czasu… pytań – no kiedy…
Zamiast tego były śmiechy i radości…, bo na sesje wiózł nas nasz przyjaciel… i jakoś potrafił nas rozbawić… hehe
Sesja była rewelacyjna.. Czułam się jak jakaś gwiazda… hehe… jednak sukienka była „troszku” uporana.. buu.. ale w sumie ja się tym nie przejmowałam…
Kiedy dojechaliśmy do kościoła… byłam cały czas uśmiechnięta… Misiu też…
Jednak, kiedy spotkaliśmy się z para, która właśnie wyszła z kościoła już jako małżeństwo i dowiedzieliśmy się od nich, że mieli kilka pomyłek… to Misiowi już nie było do śmiechu…
Na wszystkich zdjęciach jest taki poważny…, ale i to ma swój urok…
Ksiądz, który udzielał nam ślubu popełnił kilka pomyłek a nie my… hehe… ale za to powiedział przepiękne kazanie… Sebastiana kuzyn wspaniale zaśpiewał… my powiedzieliśmy przysięgę… założyliśmy sobie obrączki… i dopiero wtedy dreszcze przeszły przeze mnie… zaczęłam się trząść i cała trema która chyba tłumiłam w sobie spłynęła ze mnie…
Kiedy wyszliśmy z kościółka… i ja i mój mąż już trzymaliśmy gołąbka… jednak mój gołąbek zrobił mi buu na sukienkę… ale od razu zostało to wyczyszczone hehe..
Potem pocałowaliśmy gołąbki i wypuściliśmy do nieba… teraz nasza miłość jest nadziemska… hehe…
Było wspólne zdjęcie, życzenia, zbierani pieniążków…, które było męczące… hehe…
I jazda autkiem… mazda mx5… rewelacja… z reszta kolejny raz czułam się jak gwiazda…
Ludzie się przyglądali… tiry czasem trąbiły… a inni nawet zdjęcia robili… wiem chodziło o samochód nie o nas… ale to i tak było fantastyczne przeżycie…

Wesele…

Dla mnie również było rewelacyjne… choć wydaje mi się ze za szybko minęło i że się nie wytańczyłam… choc podobno byłam cały czas na parkiecie… hehe…
Ważne ze na moim/naszym weselu były najbliższe mi osoby… które kocham i które mnie kochają…

Podróż poślubna…

Góry – Zakopane – Biały Dunajec…
Widoki nieziemskie… przeżycie niezapomniane… zakochaliśmy się w górach…
Pogoda nie była najlepsza…, ale fakt ze my byliśmy szczęśliwi…
I niech tak już będzie całe życie…
Tego sobie/ nam skarbie życze…

Wszystkim dziękuje, że przeżywaliście ze mną okres przygotowawczy do ślubu…
Że byliście ze mną…
Dziś kończę pisanie tego bloga…
Kto wie może kiedyś zacznę innego… nowego…
BUZIAKI I CAŁUSKI

Podróż poślubna!
To już dziś… czuje podniecenie… szczęście góruje nad wszystkim… uśmiech widzę w lustrzanym odbiciu… oczka mi błyszcza jak dwie gwiazdki… a ja czuje.. nie ja wiem ze KOCHAM i jestem KOCHANA… cóż więcej potrzeba…

Miłość cierpliwa jest
Łaskawa jest
Miłość nie zazdrości
Nie szuka poklasku,
Nie unosi się pycha
Nie dopuszcza się bezwstydu
Nie szuka swego
Nie unosi się gniewem
Nie pamięta złego
Nie cieszy się z niesprawiedliwości
Lecz współweseli się z prawda
Wszystko znosi
Wszystkiemu wierzy
We wszystkim pokłada nadzieje
Wszystko przetrzyma
MIŁOSC NIGDY NIE USTAJE

Ja Sebastian biorę Cie Dorotko za żonę i ślubuję Ci
miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz ze Cie nie opuszczę az do śmierci
tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Ja Dorota biorę Cie Sebastianku za męża i ślubuję Ci
miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz ze Cie nie opuszczę az do śmierci
tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Za moment te słowa padną z naszych ust… trema.. raczej brak jej… ale jest dość dziwne uczucie… niepewność… nie… tak nie mogę tego nazwać… bo akurat jestem pewna ze Sebastian jest mi pisany… po policzku płynie łza… łza szczęścia… to wszystko…
Resztę niech serce dopowie…

hmm…
nerwy… niee… nadal ich nie ma…
ale jest duży uśmiech…
przyspieszone bicie serduszka….
motylki w brzuszku…
uczucie jak na pierwszym spotkaniu przy pierwszym pocałunku…
hmmm…
jestem szczęśliwa…
mój Misiek jest wspaniałym mężczyzną…

hmmm…
oj jak to bedzie…
jak w bajce???

2 komentarzy

już nie moge sie doczekać kiedy otulona płaszczem twych dłoni bedę zasypiac codziennie…
a Twoje usta czułością pocałunków bedą mnie budzić co ranek…

Wczoraj widziałam piękne zjawisko… promienie słoneczne przedzierające się przez chmury… to tak jak by dłonie Boga dotykały Ziemi…
Trwałam tak dłuższy czas wspominając Nasz początek Aniołku…
Pamiętam dość dobrze, choć to było tak dawno… Byłam zagubiona, bo kilka dni wcześniej powiedziałam komuś koniec… Wiedziałam ze to dobra decyzja, bo miedzy nami nie było miłości… Jednak kiedy się rozstaliśmy czegoś mi brakowało… bo przecież jaka by nie była druga osoba, to jej odejście pozostawia pewna pustkę… Mi tez brakowało kogoś kto by przytulił… Wtedy pojawiłeś się Ty Aniołku… Sądziłam wtedy ze obojętnie kto… byle by był… A Ty stanąłeś na mojej drodze i przytuliłeś, pocałowałeś, wchyciłes za dłoń i nie pozwoliłeś się bac.. Pojawiłeś się o właściwej porze we właściwym miejscu… a ja? Ja chciałam być tylko szczęśliwa…
Po pewnym czasie zaufałam Ci… a Ty uszczęśliwiłeś mnie… dąłeś mi uśmiech, podarowałeś swe serce… a ja Cie pokochałam… Gdyby wtedy pojawiła się inna osóbka sadze ze tez bym się z nia związała… bo każdy człowiek potrzebuje bliskości drugiej osoby, gdyż nie powinien żyć w samotności… Ale na pewno nie pokochałabym tej osoby jak Ciebie Skarbie… Bo My jesteśmy sobie pisani w gwiazdach… Bo Bóg tak sprawił ze połączył nasze dłonie, serca, usta, dusze…

I powiem Ci cos jeszcze… wciąż pamiętam Nasz pierwszy pocałunek, smak Twoich ust Kochanie, delikatny dotyk Twych dłoni sprawił ze od tamtej pory nie stąpam, bo Ziemi tylko bujam w obłokach, z głowa w chmurach… i patrzę na świat przez różowe okulary… i to jest szczęście….

Wieczorem w kilka osob zapakowaliśmy się do autka i pojechaliśmy do mojego ukochanego miejsca na Ziemi… do Sierakowa… cala drogę padał deszcz, na miejscu tez nic nie chciał ustąpić… ale to nie wpłynęło na mój uśmiech o sam widok jeziora z samochodu wywołał we mnie wielka radość… czułam wielkie podniecenie duchowe… bo z tym miejscem łączy się tyle wspomnieć… ach…

4 komentarzy
dziś na mym ramieniu usiadł motyl… był piekny…
posłałam go do nieba by powiedział Bogu ze jestem szczęśliwa…
i choć nie wszystko idzie po mojej myśli
jestem bardzo szczęśliwa
gdy Mis jest przy mnie….
w piatek robie wieczór panienski…
hmm…
Miś robi w sobote wieczór kawalerski…
troche sie boje tego jego wieczorku, ale trudno…
Fakt ufam mu… Mojemu Misiowi tak…
ale nie jego kolegom…
ach…
Może inaczej bym do tego podchodziła jakbym o niczym niewiedziała…
a tak mi trudno…
wiem wiem… jeden jedyny aki wieczór tylko jest…
i chce aby mial go w swoich wspomnieniach…

miłego dnia życze…

noc…
ciężka…
nie przespana…
przemyślana…
deszczowa…
blask latarni ulicznej wpadajacej przez okno…
widok na suficie świateł samochodów przejeżdzajacych ulica…
pełno myśli..
i brak rozwiązań…
krótki sen..
łąka słoneczników…
a ja wśród z nich…
układam bukiet…

dzień…
pada deszczyk..
co jakis czas słonce wyjdzie zza chmurek…
promienie słoneczne wywołują radośc i uśmiech we mnie…
i posyłam go wszystkim ludziom którzy nie są szczęśliwi…
bo trudno mi być radosną gdy wokół mnie bliscy ludzie smutni chodza…
posyłam wiem im szczery uśmiech…
by choc na moment zobaczyli ze jest obok ich osoba która o nich mysli i pamieta….

a dla Ciebie mój najdroższy Skarbie mam dziś małą niespodziankę…
mam nadzieje ze sie dasz na nia namówic…


  • RSS